Billion pars of zasadas

2012-01-08 11:09:50

Stoimy na moście (znowu na moście), zacina deszcz, kolejne fale lodowatego wiatru plączą mi włosy, zmarzniętymi rękoma próbuję trafić kluczykiem do kłódki i zamknąć ją na dobre na balustradzie mostu. M. mocuje się z pozostałymi kluczykami na kółku. Każdy z nich musimy wrzucić do wody osobno. Ja swój i on swój. Taka jest procedura. Kłódka to dowód naszego uczucia, życzenie żeby trwało już zawsze, tak jak kłódka już zawsze będzie zapięta na moście (chyba że przyjdzie ktoś z piłką do metalu albo innym narzędziem… nie wiem czym się przecina kłódki). W każdym razie kluczyki wylądowały w Odrze, nie będzie tak łatwo.
„To najgorszy dzień na wieszanie kłódek!”. Chociaż może i dobrze, we wszystkim musi być umiar. Nadmiar romantyzmu szkodzi. Wieszanie kłodki w piękny słoneczny dzień brzmi kiczowato. Wieszanie kłódki nocą, w styczniu, podczas wichury i deszczu – to jest dopiero coś! W tle pan gra na cymbałkach. Nie wiem co go podkusiło żeby rozstawić się ze swoim instrumentem na Ostrowie w taką pogodę. Wrzucamy mu po pieniążku do koszyczka – w końcu stał się świadkiem tego podniosłego wydarzenia i zafundował nam uroczy podkład muzyczny. Cymbałki brzmią jak pozytywka, tak dziecinnie i radośnie.

skomentuj (0)


Strona główna